Rękodzieło - haft krzyżykowy, decoupage, filcowanie, szycie dla lalek, kosmetyka naturalna to moje pasje. Kolejnym hobby jest kolekcjonowanie lalek. Uwielbiam też balet. O tym wszystkim przeczytasz w moim blogu. Zapraszam też do korzystania z kursów decoupage, tutoriali, mini-kursów szycia, filcowania.
niedziela, 19 czerwca 2011
Muffinki sobie piekę

Ano właśnie. Zakochałam się w ciasteczkach-babeczkach i teraz nałogowo piekę te ciasteczka. Dzisiejsza wersja to muffinki o smaku cappuccino z TEGO przepisu.

Słodycz tych kawowych babeczek zmotywowała mnie do wygrzebania notesu, w którym zapisuję pomysły na rękodzieła małe i duże. Kiedyś ten notes woziłam ze sobą wszędzie, często szkicowałam projekty podkładek patchworkowych siedząc w tramwaju albo autobusie. Chyba wrócę do tego szkicowania, bo spędzam w komunikacji miejskiej sporo czasu, różne fajne myśli przychodzą wtedy do głowy i szkoda, zeby uciekły. Gdy zatem zobaczycie kiedyś w warszawskim tramwaju osobę szkicującą muffinki, to podejdźcie się przywitać;)))

W czasie tych tramwajowych wypraw zalągł mi się w głowie pomysł na szyte podkładki. Miała to być seria roboczo nazwana "Do zakochania jeden krok". Wśród szkiców znalazł się też projekt podkładki z muffinkami. Z prawej strony fotki widać, jak wyglądał pierwszy bazgroł:

Dziś wybrałam tkaninki na muffinki. Nie obyło się bez akceptacji kolorystyki dokonanej przez Wisienkę:

Nieśmiało przyszyłam:

Ozdobiłam guziczkami, muliną, hafcikami i filcowymi serduszkami. W planach jest jeszcze ramka i napis wokół. Później całość zostanie wypikowana na ocieplinie, doszyję lamówkę. Jak skończę, obiecuję prezent dla Was - muffinkowy projekt w wersji PDF do ściągnięcia, żebyście i Wy mogli sobie uszyć coś "do zakochania". A póki co całość wygląda tak, zdjęcia mało fajne, bo zrobiło sie ciemno, pogrzmiewa i kto wie, czy nie spadnie deszcz.

Miłego ogladania, a ja wracam do moich heksagonów, którym mam już naprawdę duuuużo uszytych:)

poniedziałek, 30 maja 2011
Mój nowy projekt...

... leży i czeka na dobry nastrój właścicielki:) Witrynka jest maleńka, urocza i trochę zniszczona. Upolowałam ją na aukcji za niedużą sumę, co mnie bardzo cieszy. Będzie wisiała w mojej łazience, którą powoli chyba powinnam nazywac salonikiem kąpielowym, bo coraz mniej w niej typowych łazienkowych klimatów, coraz więcej gadżetów rodem z babskiego buduaru.

Muszę tylko kupić szpachlę do drewna i odpowiedni kolor farby i do dzieła:) Kocham dawanie starym meblom drugiego życia, po prostu to uwielbiam.

środa, 25 maja 2011
Organiczne mydełka

No i stało się. Zabawiłam się w młodego chemika, który ze żrącego ługu i tłuszczy roślinnych zrobił prawdziwe, wytwarzane tradycyjną metodą mydełka. Przepis wzięłam ze strony sklepu Ecospa.pl, modyfikując go nieco, bo zabrakło mi 20 g masła kakaowego. Zaopatrzona w wagę elektroniczną, okulary ochronne i rękawice w celu zabezpieczenia przed ewentualnym poparzeniem ługiem odmierzałam, mieszałam i perfumowałam mydełko. To jaśniejsze wyszło takie lekko koślawe, bo nie miałam drewnianej formy na mydło i skorzystałam z pudełka po winie. Kolejne na pewno będą bardziej foremne. Muszę też zaopatrzyć się w nożyki do krojenia mydła z bloku i inne zabawki do produkcji:) Jasne mydełko ma piękny czekoladowy zapach. Ciemniejsze to juz mój eksperyment zrobiony z mleka kokosowego, oleju palmowego i słonecznikowego. Zabarwiłam je rozpuszczalną kawą i dodałam olejków zapachowych - kokosowego i kawowego. Pachnie mniej fajnie, bo olej palmowy ma dosć intensywny zapach, ale jest znacznie twardsze. Teraz moje mydełka muszą leżakowac i dojrzewać przez jakiś miesiąc. Jak Wam się podobają? Ja złapałam bakcyla. I szykuję portfel na zakupy w tym sklepiku:

FOREMKI DO MYDEŁ


poniedziałek, 16 maja 2011
Kapiel z widokiem na Paryż

Kocham Paryż:) A że postanowiłam ożywić trochę moją łazienkę, uznałam, iż kąpiel z widokiem na uroczą paryską uliczkę to jest to, czego mi potrzeba. Zamówiłam w jednych ze sklepów z fototapetami fotonaklejkę na wymiar - wcześniej zmierzyłam dokładnie ścianę, którą miałam ozdobić tym widokiem. Gdy fotonaklejka przyszła, ściągnęłam na pomoc bratową :) i posługując się kawałkiem tekturki przyciętej na wymiar płytki, pocięłyśmy całą tapetę na prostokąty. Oczywiście na bieżąco numerowałyśmy kafelki i wycinane fragmenty, zaznaczając jednocześnie na każdym kawałku tapety górę motywu żeby nie pomylić się przy naklejaniu. Uwierzcie, przy kilkudziesięciu fragmentach było to niezbędne, bo o pomyłkę nietrudno:) Naklejanie to już był pryszcz. I dzięki prostej operacji moja łazieneczka od razu zyskała głębię. Wygląda teraz super. Moja koleżanka mówi, ze to wygląda, jakbym miała każdy kafelek z nadrukiem:) Fotka taka sobie, ale wygląda to mniej więcej tak:

sobota, 14 maja 2011
Pomocy, jakie tło???

Dzisiaj prośba - zagłosujcie w ankiecie i pomóżcie mi podjac decyzję, jakie obramowanie zrobic w moich kwiatowych grządkach. Uznałam, ze to będzie cos w miarę neutralnego, ale nie chce jednolitej tkaniny bez wzoru. Wyjęłam z szafy całe pudło moich szmatek, przekopałam wszystko i uznałam, ze trzy tkaninki mogłyby pasować do mojego "Ogródka babuni". Dlatego ponizej 3 kombinacje kolorystyczne plus ankietka, bedę wdzieczna za głosowanie i rady, a ja idę sprzątać to, co widnieje na zdjeciu poniżej :P



piątek, 13 maja 2011
Półka apteczna

Sprawiłam sobie w koncu porządne miejsce do przechowywania olejków eterycznych i zapachowych. W piwnicznym bałaganie wygrzebałam półkę z IKEI (niestety, już ich nie mają w ofercie, moja kupiona była jakieś 10 lat temu). Ponieważ w mojej łazience dominuje kolor szary i śliwkowy, postanowiłam półeczkę pomalować na ten drugi odcień, żeby ładnie odbijała się od kafelków. Jeden wieczór spędzony z pędzlem w dłoni, zamontowanie zaczepu i oto jest! Wystarczy, ze siegnę ręką i mam tuż koło wanny cała kolekcję eterycznych pachnideł, w których mogę się pluskać.

21:15, svea1 , Piękne drobiazgi
Link
środa, 11 maja 2011
Ogródek babuni

Mam białą kanapę. I kota, który uwielbia wytarzać się w kurzu na tarasie, a później wgramolić się prosto na te kanapę. Co prawda kanapa jest z IKEI, ma zdejmowane obicie, które można uprać, jednak pranie to jeszcze pół biedy - konia z rzędem temu, kto po upraniu ładnie takie obicie wyprasuje. Dlatego starając sie zminimalizować brudzenie kanapy wpadłam na pomysł - uszyję sobie narzutę:) Wyciągnęłam wszystkie szmatki z kilku wielkich pudeł, poskładałam, pogrupowałam kolorami, tonacjami i nie mogłam się zdecydować co do kolorystyki mojej narzuty. Dlatego szyję dwie wersje, jedna utrzymana w tonacji brązów i zieleni, druga będzie radosna, seledynowo-czerwona. A skad ogródek babuni? Otóż naczytałam się ostatnio patchworkowych powieści, gdzie pracowite kobitki siedzą i kłując się w palce szyją ręcznie i znalazłam wzór, którego nie da się uszyć na maszynie. Nazywa się Hexagon Quilt, ale funkcjonuje też nazwa Grządki babuni, gdyż poszczególne sześciokąty zszyte razem tworzą wzór rabatek kwiatowych. Praca nad nimi jest żmudna - najpierw wydrukowałam sześciokąty na freezer paperze, powycinałam, przyprasowałam do tkaniny. Wycięłam sześciokąty dodając zapas na szwy, sfastrygowałam wokół papierka. Tak wyglądają poszczególne sfastrygowane fragmenty tego patchorku.

A później, wygrzewając sie na słoneczku, zaczęłam zszywanie. W tej chwili słoneczko już dawno się schowało, ale mam zamiar oglądają dobry film szyć pracowicie dalej. W szyciu ręcznym jest coś naprawdę magicznego. Powtarzalne ruchy igłą, przeciąganie nici, czynności, na których nie trzeba się mocno skupiać pozwalają się świetnie zrelaksować. Ja zawsze przy takim szyciu znakomicie odpoczywam, myśli biegną swoim torem, ręce pracują po swojemu i powoli, powoli powstaje coś pięknego. Oto zaczątek mojego ogródka:

wtorek, 22 lutego 2011
Patchworkowa praktykantka

Dzisiaj coś dla ducha, nie dla ciała:) Dość dawno temu wpadły mi w ręce książki Jennifer Chiaverini. Tu jest jej strona (KLIK KLIK). Kupiłam kilka z nich, zaczęłam czytać i odłożyłam. O czym są książki Jennifer? O patchworku, patchworkowych tradycjach, twórczych babkach, które się spotykają, snuja opowieści i szyją, szyją. Teraz czytam "The Quilter's Apprentice" czyli w wolnym tłumaczeniu "Patchworkową praktykantkę". Książka opowiada o młodej mężatce Sarah, która wraz z mężem przyjeżdża do małego miasteczka. Mąż zajmuje się przywracaniem danej świetności ogrodowi wokół pewnej posiadłości, zaś Sarah bezskutecznie szuka pracy. W końcu Sylvia Compson, stara właścicielka posiadłości Elm Creek Manor proponuje jej, że w zamian za pomoc w sprzątaniu domu nauczy ją szyć patchworki. A nikt ich nie szyje tak, jak szyła Sylvia. Co będzie dalej, nie powiem. Niestety, nie pocieszę Was - w Polsce jeszcze żadnemu wydawcy nie przyszło do głowy, żeby wydać cała serię książek o Elm Creek. Zatem póki co dostępne są jedynie w języku angielskim. Na pocieszenie macie tu króciutkie tłumaczenie pierwszej wizyty Sarah w lokalnym sklepiku patchworkowym:

"Sarah rozejrzała się w poszukiwaniu nazwy i uśmiechnęła się widząc czerwony szyld, na którym złoconymi literami napisano Grandma's Attic. (...) weszła do sklepu. Półki uginały się pod cieżarem bel tkanin, nici, różnorakiej galanterii i narzędzi ustawionych pod ścianami i zajmujących większą częśc podłogi. W tle rozbrzmiewała celtycka muzyka. Pośrodku sklepu, przy wielkim stole do cięcia tkanin gawędziło wesoło kilkanaście kobiet. Jedna z nich zerknęła na Sarah i uśmiechnęła się do niej. Sarah odwzajemniła uśmiech, podeszła do lady stojącej przy frontowym oknie i uznała, że patchwork z bliska jest jeszcze piękniejszy. Zaczęła zastanawiać się, czy pasowałby na ich łózko.

"Widzę, że nasz Lone Star przyciągnął do nas kolejną osobę" przerwał jej rozmyślania miły głos. Sarah odwróciła się i zobaczyła tę samą kobietę, która wcześniej uśmiechała się do niej. (...)
"Ta narzuta nazywa się Lone Star? Jest przepiękna"
A że autorka książek jak widać się nudzi, projektuje też tkaniny inspirowane opowieściami z książek, można je obejrzeć tutaj (KLIK KLIK). Tkaniny te projektuje firma RJR, którą bardzo lubię, bo chyba tylko oni mają w swojej ofercie mnóstwo kwietnych wzorów, delikatnych i barwnych łączek, które aż proszą, żeby z nich szyć letnie sukienki. Zobaczcie zresztą, jakie tkaniny są w kolekcji, która była zainspirowana ogrodem w Elm Creek Manor:

niedziela, 13 lutego 2011
Etui na bibliotekę

Dwa tygodnie temu na babskim spotkaniu szyciowym pomagałam bratowej szyć etui na czytnik ebooków. Wybrałyśmy dwie tkaniny z kociej serii,a później kombinowałyśmy, bo zabrakło nam.. centymetra w długości:) Jednak sytuację udało się opanować i Marta może cieszyc się takim oto cudem:

sobota, 11 grudnia 2010
Świąteczne życzenie

Nie pamietam, kiedy kupiłam ten wzór. Chyba ze dwa lata temu, bo od dawna jest już nie do zdobycia. I w końcu dziś wyjęłam zestaw, posegregowałam nitki i chyba zaraz zabiorę się za wyszywanie. Kurczę, tak dawno tego nie robiłam, że zastanawiam się, czy jeszcze potrafię? Proszę o wsparcie:)

A na serio, strasznie urzekła mnie ta scenka. Jest jak powrót do dziecinnych marzeń - zima, śnieg, sklep z zabawkami, sanki i zbliżajace się Boże Narodzenie. Od razu czuję to oczekiwanie i niepewność, co tym razem znajdę pod choinką. Oczywiście nie obyło sie bez szperania po szafkach wszelakich, w których mogły znaleźć się prezenty. Jak ja lubiłam tamten czas, dziś wspominam go z nostalgią. Czy Wy też tak macie, że teraz, gdy jesteśmy dorośli i większość rzeczy możemy kupić sobie sami, chcielibyśmy znowu być dziećmi i marzyć, czekać na pierwszą gwiazdkę?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 38